9 kwietnia 2016

Nauka chińskiego - jak to u mnie wygląda?

Nauka języków obcych to proces, który tak naprawdę nigdy do końca się nie kończy. Pamięć ludzka jest ulotna, a nieużywane słowa szybko z niej uciekają. Nie od dziś wiadomo, że powinno uczyć się systematycznie, robić regularnie powtórki oraz dobrze zarządzać czasem. Można o tym przeczytać wszędzie. Dobry plan to podstawa. Jednak często jest tak, że nawet najlepszy plan nie będzie działał w nieskończoność. Zmieniają się okoliczności, nasze cele, z motywacją też bywa różnie. To, co wydawało się pasować idealnie rok temu, teraz może niekoniecznie się sprawdzać. 
Dlatego właśnie tak dobrą cechą jest umiejętność wnikliwej obserwacji i zauważanie co nam służy oraz co nie daje jednak wystarczających efektów. 

Dzisiaj postanowiłam cofnąć się do moich początków nauki języka chińskiego, powspominać oraz przyjrzeć się, co wymaga poprawy, a co jest godne kontynuowania.


Studia z językiem chińskim


CZAS OGRANICZONY DO WYMAGANEGO MINIMUM


Zacznijmy od tego, że chińskiego uczę się obecnie 1,5 roku. Swoją naukę rozpoczęłam na studiach i właściwie dalej cały czas się na nich opiera. Żeby nie powiedzieć jedynie... Pierwszą rzeczą, do której powinnam się przyznać jest to, że nie robię za bardzo nic ponad to, co robimy na zajęciach. Oczywiście nie mam na myśli, że niewiele uczę się w czasie wolnym, bo w domu również siedzę nad książkami, zapamiętuję nowe znaki, ćwiczę czytanie i ogólnie staram się iść do przodu. Ale to jednak obejmuje tylko to, co jest wymagane na zajęcia. A czasem i tego nawet nie chce mi się zrobić na czas.

Nie oszukujmy się, z motywacją bywa różnie, a chiński pomimo tego, że to na nim oparte są moje studia, wcale nie jest moim ulubionym językiem. Owszem, podoba mi się, a właściwie to uważam, że jest całkiem zabawny, ale to nie on jest moim numerem 1. Tak szczerze powiedziawszy nie jest on też dla mnie obecnie największym priorytetem. Jednak muszę przyznać, że powinnam poświęcać na niego trochę więcej czasu. Wyniki na studiach mam dobre, ale w praktyce wygląda to trochę gorzej.


SŁOWO PISANE PONAD MÓWIONE


Od zawsze pisanie szło mi najlepiej i chiński nie jest tutaj wyjątkiem. Nawiązując do wspomnianych wyżej kolokwiów, na nich wszystko wygląda dobrze, bo tam wystarczy 'jedynie' odpowiedzieć na pisemne pytania. Ma się sporo czasu na zastanowienie, można na spokojnie sobie przeanalizować pewne rzeczy. Gdy się mówi tego czasu jest dużo mniej, a właściwie jeśli mówimy o normalnej konwersacji, są to jedynie sekundy. Trzeba umieć spontanicznie i naturalnie konstruować zdania, a przy tym powiedzieć dokładnie to, co ma się na myśli. Z tym mam dużo większy problem. Tonalność języka chińskiego wcale tego nie ułatwia, pewne aspekty gramatyczne występujące jedynie w tym języku również. Jeśli chodzi o mówienie idzie mi na razie dość mizernie. Zdecydowanie muszę nad tym popracować.





MIŁE ZASKOCZENIE


Zazwyczaj jest jednak nieco inaczej. Nauka chińskiego zdecydowanie różni się w moim przypadku od nauki innych języków. W większości przypadków mówienie nie idzie mi wcale tak źle. Tak naprawdę największy problem mam zazwyczaj ze słuchaniem. Muszę być ciągle w pełni skupiona, by wyłapać wszystkie szczegóły. Tak miałam nawet z angielskim. Nawet wtedy, gdy byłam już w stanie bez problemu dogadać się na większość tematów. Gdy ktoś mówił z nieco innym akcentem niż taki, do którego byłam przyzwyczajona, było to dla mnie problemem. Oswoiłam się z tym dopiero wtedy, gdy zaczęłam używać angielskiego na co dzień, czyli po naprawdę wielu latach nauki. Piszę o tym, bo zaobserwowałam, że naprawdę wielu osobom to właśnie słuchanie przychodzi najprościej. No cóż, w moim przypadku tak nie jest. Gdy uczę się języków obcych zazwyczaj muszę włożyć całkiem sporo wysiłku w 100% zrozumienie wszystkiego, co ktoś powie. Oczywiście nie mam tutaj na myśli rozumienie z kontekstu, z tym nigdy nie miałam problemów. Chodzi mi o dokładne zrozumienie ze szczegółami wszystkiego, co ktoś powiedział.

I tutaj miła niespodzianka - z chińskim jest nieco inaczej. Oczywiście kontakt z chińskim mam głównie na zajęciach, ale jestem w stanie całkiem dobrze zrozumieć większość rzeczy, które mówi Chinka, która je prowadzi. Czasem idzie to lepiej, czasem gorzej, ale w porównaniu do mówienia, słuchanie zdecydowanie wysuwa się na prowadzenie.

Sama nie wiem, czy to dobrze, bo tak naprawdę wolę mówić, niż słuchać ;)


NIE TAKIE STRASZNE ZNAKI CHIŃSKIE


Jestem typowym wzrokowcem i jeśli coś widzę na własne oczy, to dużo łatwiej jest mi to zapamiętać, niż na przykład wtedy, gdy jedynie coś słyszę. Nauka chińskich znaków idzie mi całkiem dobrze. Szybko je zapamiętuję. Lubię też pisać je ręcznie, sprawia mi to całkiem sporo przyjemności. W przyszłości chciałabym dowiedzieć się więcej na temat kaligrafii :) Oczywiście, jak większość osób uczących się chińskiego, zmagam się z zapominaniem znaków po pewnym czasie, ale szybka powtórka zazwyczaj sprawia, że wszystko wraca na swoje miejsce i po chwili pamiętam już dany materiał. Właściwie to znaki chińskie całkiem mi się podobają i to, że jest ich tak dużo wcale nie jest dla mnie problemem.





WIĘCEJ PRACY WŁASNEJ


Wiem to już w sumie od dawna, ale niewiele z tym robię. Muszę przyznać, że dość ciężko jest mi się zebrać do nauki chińskiego wtedy, gdy nie muszę. Może wynika to z tego, że jeszcze nie znalazłam swojego sposobu na naukę tego języka. Wydaje mi się, że różnica może polegać też na tym, że naukę innych języków traktuję jako przyjemność, natomiast naukę chińskiego z racji tego, że uczę się go na studiach - jako obowiązek. Bez sensu, wiem. Prawda jest taka, że powinnam wypróbować nowe metody nauki, jeśli chodzi o ten język. I na tym chyba będę się skupiała przez najbliższe tygodnie.

Myślę, że to co napisałam wyżej można ująć w kilku krótkich punktach :)


PLUSY

- całkiem dobre zrozumienie nauczycieli chińskiego
- szybkie zapamiętywanie znaków
- dobre nastawienie do pisania znaków ręcznie


MINUSY

- brak pomysłu na ciekawą i efektywną naukę
- małe zaangażowanie w dodatkową naukę poza studiami
- problemy z mówieniem po chińsku


Czyli już wiem, co idzie dobrze, a nad czym warto popracować. Postaram się na tym skupić w najbliższych tygodniach, szczególnie że obecnie mam całkiem sporo chęci i zapału do pracy! Może to dlatego, że wreszcie przyszła wiosna :D

Przeczytaj też:
Mój projekt językowy, czyli 10 Languages Project


Jak wygląda u Was nauka języków? Z czym Wam idzie najlepiej, a co sprawia największe problemy?

Jeśli macie jakieś przydatne rady, to oczywiście mam nadzieję, że chętnie się nimi podzielicie! :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz